Saphiro- kulisy powstania naszej manufaktury

Debiuty zawsze są stresujące. Zwłaszcza, gdy nie można wykorzystać uroku osobistego, a należałoby wszystko jak najlepiej ująć( znacie ten typ osób, które mogą mówić i mówić, nagle przypominają sobie o czymś superważnym i dalej mówią, i mówią? zgłaszam się na przedstawiciela zacnej grupy, która mogłaby się nazywać „Mogłabym to streścić w 3 zdaniach, ale opowiem całą historię”).  Zatem, bez zbędnych ceregieli, mam na imię Zuza i razem z Krzysztofem prowadzę manufakturę Saphiro.

Wiecie, jesteśmy z tych ludzi, którzy twierdzą, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Poznaliśmy się w Warszawie studiując, uwaga, germanistykę i do tej pory każdy się śmieje, że na tych studiach wylądowaliśmy tylko po to, by się poznać. Nie bez powodu o tym wspominam. To był kierunek, który okazał się niewypałem,  a czekanie na rozpoczęcie nowego roku akademickiego kończyło się tym, że rozpoczynaliśmy( no dobra, bardziej ja rozpoczynałam) coraz to nowe prace, aż w końcu trafiłam do pracowni pełnej bawełnianego rękodzieła. Elwira, która była właścicielką tej manufaktury, poprosiła mnie o zrobienie olejku do brody, który chciała wręczyć na prezent. Wiedziała, że jestem totalnie zakręcona na punkcie robienia własnych, naturalnych kosmetyków, które tworzyłam od jakiegoś czasu zarówno dla siebie, jak i dla mojej mamy (buziaki, wiem, że to czytasz). Teraz tworząc w mojej własnej manufakturze, przypominam sobie, jak robiłam te olejki i zdaję sobie sprawę, że to był pierwszy krok w naszej własnej przygodzie z Saphiro.

W międzyczasie stworzyliśmy naprawdę dobre mydła do golenia, które dzięki pomocy dwóch fajnych facetów( dziękuję za pomoc i za trafne uwagi, to dzięki Wam nie musiałam non stop kręcić piany pędzlem do różu) w ostatecznej formie mogły być przedstawione jako jeden z produktów przyszłej manufaktury. Podczas trwania tego” międzyczasu” wymyśliłam nazwę naszej firmy. Kolejny raz się sprawdził się frazes, który widnieje w opisie mydła Savalo- najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie. Wertowałam słowniki obcojęzyczne, a szukając pomysłów w słowniku łacińskim, zdałam sobie sprawę, że wszystko co brzmi jakkolwiek sensownie, jest już zajęte. Pewnego dnia trafiłam na artykuł napisany przez szekspirologa, który nazywa się James Shapiro. Z uporem maniaka czytałam jego nazwisko własnie w taki sposób, jak brzmi nazwa naszej manufaktury- Saphiro. Większość z Was przypuszczała, że Saphiro pochodzi od słowa szafir, bo cała szata graficzna jest w kolorze niebieskim( to oczywiście też ma znaczenie, ale o tym później). Niestety muszę te osoby rozczarować, nazwa wynika z dziwnego przypadku, jakim było omyłkowo czytane nazwisko. Wynika też z faktu, że darzę wielką sympatią twórczość Szekspira.

 

Z pomysłem na założenie manufaktury na poważnie zaczęło się, kiedy przeprowadziliśmy się do mojego rodzinnego miasta, Ełku i po kilku miesiącach zobaczyliśmy ogłoszenie. Był to konkurs na najlepszy start-up. Nie pokładając wielkich nadziei na sukces, zgłosiliśmy się… i wygraliśmy. Teraz się śmiejemy, że nasz biznesplan wygrałby główną nagrodę w konkursie ” Dlaczego nie należy pisać biznesplanu w 7 dni”.

Bez totalnego ściemniania- oprócz wielkiej radości, byliśmy też trochę przerażeni. Nie mieliśmy żadnego, nawet zielonego pojęcia odnośnie tego, jak założyć i prowadzić firmę. Na tamtym etapie wiedzieliśmy tylko dwie rzeczy: umiemy robić kosmetyki i absolutnie nie znamy się na biznesie.   W grudniu wysłaliśmy olejki do brody, mydła i pomadę  na badania do laboratorium i wzięliśmy się za organizację całej reszty. Przyznaję, czasem było pod górkę i było trochę rozczarowań. Zwłaszcza jak się okazywało, że zrobienie np. wymarzonych pudełeczek kartonowych na kosmetyki to koszt połowy naszej wygranej.

Wróćmy na zakończenie do logo, bo identyfikacja wizualna to była pierwsza rzecz, która pozwoliła nam odczuć, że już jesteśmy coraz bliżej uruchomienia naszej manufaktury. Poszliśmy do grafika, któremu rzuciłam kilka haseł „ma być elegancko, zimowo, niebiesko i ma być las”. Niebieski to mój ulubiony kolor i rzecz jasna nazwa także grafikowi skojarzyła się z szafirami. W efekcie otrzymaliśmy jelenia, który jest jednym z symboli Ełku i przedstawiony został w sposób graficzny- nawiązujący do oszlifowanego szafiru. Drobny znaczek, który jest nad głową jelenia- to lilia. Element, który symbolizuje moją obecność w tym przedsięwzięciu, bowiem moje imię, Zuzanna, to po hebrajsku właśnie lilia.

 

 

Po kilku miesiącach ciężkiej pracy i nauki, pod koniec lutego, udało nam się uruchomić naszą stronę internetową, na której teraz jesteście. I takim oto sposobem, my, 22 latkowie założyliśmy swoją własną manufakturę, w której możemy się rozwijać i dzielić się tym, co robimy.

 

 

 

  1. Źródło zdjęcia https://web.facebook.com/technopark.elk/

Pozostaw komentarz